Pojawiła się nagle, przynosząc słuchaczom singiel Wild horses, który z pewnością można nazwać mocnym debiutem. Sarah Grace McLaughin, znana szerzej jako Bishop Briggs, postanowiła jednak potrzymać swoich wielbicieli jeszcze chwilę w niepewności i zamiast ukazać cały album, postawiła na sześcio-trackową epkę zatytułowaną po prostu Bishop Briggs. Może to i dobre rozwiązanie – poświęcając tej wokalistce nieco ponad 20 minut, będziemy mogli stwierdzić, czy faktycznie warto będzie śledzić jej dalsze poczynania.

Bishop Briggs na swojej epce prezentuje R&B w ciekawej, mrocznej, odważnej odsłonie. Wspomniane wcześniej Wild horses jest zdecydowanie jednym z lepszych punktów wydawnictwa. To właściwie kwintesencja dotychczasowej twórczości Bishop – trochę delikatniejsze zwrotki, w których gdzieniegdzie słychać gitarę i mocniejszy refren z użyciem elektronicznych dźwięków. Podoba mi się moment, kiedy artystka śpiewa słowa tytułowe. Cały utwór charakteryzuje się jednak naprawdę dobrym,odważnym tekstem:

Keep screaming into the pillow ’cause your touch still gets me stupid hot.

Podobnie jak o Wild horses można napisać o otwierającym krążek River – wpadająca w ucho kompozycja o bardziej akustycznych zwrotkach, a mocniejszym refrenie, któremu elektronika, łącząc się z agresywnym śpiewem Bishop dodaje mroczniejszego klimatu. A skoro przy mroku jesteśmy – nie sposób nie wspomnieć o Dead man’s arms, którego sam tytuł niesamowicie intryguje. Ta kompozycja to mój faworyt z epki. Rozpoczyna się spokojnymi dźwiękami, by nabrać więcej mocy z każdym kolejnym taktem. Jeśli zapoznamy się z warstwą liryczną tego utworu, z pewnością docenimy go jeszcze bardziej:

You got more bones than a graveyard. It’s true, oh lord. There’s more love in a dead man’s arms.

Lubię też zamykające płytę The fire, w którym szczególnie podobają mi się głosy sprawiające wrażenie dochodzących z oddali. Mamy tu też ciekawy bridge, a cały utwór jest naprawdę dobrze zaśpiewany. Poza tym na Bishop Briggs znajdziemy jeszcze The way I do, przykuwające uwagę charakterystycznym pomrukiwaniem w tle, oraz Dark side. W tej drugiej ponownie zastosowano kontrast lżejszych zwrotek i dosadniejszego refrenu.

Nie byłam do końca przekonana do Bishop Briggs. Zapierałam się, że to może i dobre, ale jednak nie w moim stylu. Po spędzeniu dłuższego czasu z tymi sześcioma utworami, mogę jednak stwierdzić, że to naprawdę dobrze zapowiadająca się artystka. Mimo, że uważam, iż niektóre piosenki są jeszcze zbyt do siebie podobne i troszkę za często słyszymy w nich te same dźwięki, kłamstwem byłoby mówić, że Bishop Briggs jest słabą pozycją. A co najważniejsze – to wydawnictwo o wyjątkowym klimacie, jaki wokalistka stworzyła. Trzymam za nią kciuki i czekam na cały album.
Ocena2/5 stars2/5 stars2/5 stars2/5 stars


Najlepsze: Dead man’s arms, The fire, Wild horses
Najgorsze: –

Udostępnij

  1. Kiedyś oglądając serial Scream w jednej scenie uslyszalem River i mega mi się spodobało. Choć teraz już się znudziło ale nadal jest dobre!
    Myślę że Bishop zrobi perfekcyjny album, który będzie czekał na nagrody i nominacje.
    Na epce wg mnie też nie ma złej piosenki więc jest ok. Czekam na album który myślę że kupię.
    Moje faworytem to: Dead Man’s Arms i The Way I Do 😀
    Dobra recenzja.
    Ps. Żałuję że BB nie dała na epke piosenki Pray (Empty Gun) czy chociażby coveru piosenki Panda.

  2. Nie znam tej artystki, ale coś czuję, że to się prędko zmieni. Przesłuchałam na razie „Dead man’s arms” i naprawdę robi wrażenie. Świetna recenzja!

    Nowy wpis na goodsoundsvibes.blogspot.com.

    Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.