RECENZJA #183: Artur Rojek – Kundel (2020)

Chciałoby się napisać, że już prawie zapomniałam o Arturze Rojku. Jednak tak dobrych płyt, jak Składam się z ciągłych powtórzeń łatwo się nie zapomina – nawet przez 6 lat. Tyle właśnie czasu minęło odkąd ukazał się solowy debiut artysty. Wprawdzie w międzyczasie, w 2017 roku, dostaliśmy wybitne wydawnictwo – Koncert w NOSPR – będące zapisem niesamowitego, emocjonalnego występu muzyka w Katowicach. I choć sporo na nim perełek oraz długo pełniło rolę mojego pocieszacza, to na mało jaką płytę czekałam w przeciągu tych kilku lat tak bardzo, jak właśnie na Kundla. Byłam niezwykle spragniona świeżej twórczości Rojka, jednocześnie podchodząc do jego nowości z dystansem, ponieważ, jak wiadomo – im większa ekscytacja, tym większe oczekiwania. Nie zadowoliłoby mnie byle co, szczególnie po tak długim czasie.

Z tego też powodu nie ukrywam, że moje podejście do Sportowego życia, będącego pierwszym singlem zapowiadającym nowy krążek Artura Rojka, było na początku sceptyczne. To popowy i bardzo lekki utwór, w którym chcąc nie chcąc słyszę echo zespołu Myslovitz i wyobrażam sobie, że tak mogłaby brzmieć ich nowa muzyka. Dziś nie patrzę na tę kompozycję źle – wręcz przeciwnie, uśmiecham się, słuchając jej, jednak też każdą inną z Kundla włączam z większą chęcią. Tak jak sam artysta zapowiadał – rzeczywiście jest to album bardziej popowy i lirycznie mniej introwertyczny. Ale przecież pop można robić dobrze.

Na pierwszy rzut oka (albo ucha) nie wydaje się, że Rojek przeszedł jakąś wielką transformację w stylu swojej muzyki. To wciąż brzmienia łączące żywe instrumenty z wyraźnie elektronicznymi elementami. Ale na nowej płycie jest prościej – i jakoś cieplej. Są propozycje energiczne i ballady. Spośród tych pierwszych najbardziej do gustu przypadło mi taneczne Bez końca, poprzedzone krótkim Intro utrzymanym w stylistyce lo-fi. Jednak inne podobne kompozycje nie chowają się przy Bez końca w cieniu. Dobrze broni się zadziorny, ale na swój sposób wzniosły Kundel, czy utrzymany w rytmie walca utwór Chwilę błyśniesz, potem zgaśniesz, którego łagodne zwrotki i refren przerywane są ostrymi, instrumentalnymi, elektronicznymi wstawkami. Do tych skocznych piosenek zaliczyć też można Układ, mimo, że cechuje się większą surowością od pozostałych kompozycji tego typu.

Jedną z najciekawszych pozycji na Kundlu jest chłodne, oparte na syntezatorach A miało być jak we śnie, w którym słychać inspiracje modnymi, trapowymi bitami – utwór łączy nowatorskie rozwiązania z klasycznymi, charakterystycznymi dla Rojka melodiami, dając w efekcie coś w rodzaju elektronicznej ballady, w którą wszczepiono nutę niepokoju. Mamy też dwie dość uniwersalne kompozycje. Pierwsza to oparte na pianinie Fur meine liebe Gertrude, którego największym zaskoczniem jest druga połowa, wykonana w języku niemieckim. Ostatnia – W nikogo nie wierzę tak jak w ciebie – pozornie wydaje się być bardzo podobna do swojej „niemieckiej siostry”, ale konwencję łamią w niej elektroniczne instrumentale między zwrotkami. Podobnie jak w Chwilę błyśniesz, potem zgaśniesz ostatecznie otrzymujemy kontrast słodyczy z chłodem. To dobre posunięcie, wprowadzające element zaskoczenia i ratujące od pójścia na łatwiznę. Całość zwieńcza Outro, rozpoczęte słowami Chodźcie, bo mamy mało czasu, które po chwili zanikają wśród syntezatorowych dźwięków.

Bardzo ciężko jest mi stawiać Kundla obok jego poprzednika sprzed kilku lat. Nie tylko dlatego, że od 2014 roku minęło naprawdę sporo czasu, a wraz z nim, mimo wszystko, nieco zmieniły się standardy w muzyce rozrywkowej, ale także dlatego, iż Składam się z ciągłych powtórzeń było jedną z płyt, których – moim zdaniem – polska scena bardzo potrzebowała i ostatecznie uznaję ją za jedną z najlepszych, jakie się na niej w ostatnim czasie pojawiły. Choćbym nie wiem jak się starała, nie umiem postawić tegorocznej pozycji na równi z wcześniejszą. Ale rozpatruję je zupełnie odrębnie, bo, tak jak pisałam na początku, te płyty tylko pozornie są do siebie podobnie. Debiut Artura Rojka był czymś niesamowicie intymnym lirycznie i również na bardzo wysokim poziomie muzycznym. Choć bardzo nie lubię określenia „alternatywny pop”, uważam, że wtedy artysta rzeczywiście zbliżył do siebie nisz i muzykę radiową. Kundel ma zupełnie inną koncepcję – teksty piosenek są bardziej uniwersalne, prostsze w odbiorze, łatwiej jest je odnieść do własnych przeżyć, czy bieżących wydarzeń. Co za tym idzie, również warstwa muzyczna nie jest nazbyt przekombinowana. Ale, jak można się spodziewać, Rojek (razem z Bartoszem Dziedzicem, który odpowiada za produkcję tego krążka) nie idzie prostą drogą. Słychać tu sporo nostalgii za latami 90. i jednoczesnej chęci ruszania w przód, za tym, co nowe. To zdecydowanie nie to samo, co dawniej, ale gdyby cały polski pop stał na takim poziomie – byłoby pięknie. []

Sprawdź: Bez końca, W nikogo nie wierzę tak jak w ciebie, A miało być jak we śnie

 


Notice: compact(): Undefined variable: limits in /home/laguna80/public_html/wp-includes/class-wp-comment-query.php on line 853

Notice: compact(): Undefined variable: groupby in /home/laguna80/public_html/wp-includes/class-wp-comment-query.php on line 853

Dodaj komentarz