RECENZJA #185, #186: Taco Hemingway – Jarmark (2020), Europa (2020)

Fani Taco Hemingwaya już od lipca musieli przebierać nogami z niecierpliwości. Pewnego rodzaju tradycją stało się bowiem wydawanie przez rapera płyt właśnie w siódmym miesiącu roku. W 2017 dostaliśmy Szprycer, który zebrał bardzo podzielone opinie. Nie inaczej było z wydaną w 2018 roku Cafe Belga. Rok temu natomiast lipiec dał nam – w mojej opinii bardzo udany – lekki album POCZTÓWKA Z WWA, LATO ’19. Tym razem artysta musiał trochę dłużej przetrzymać swoich słuchaczy, tłumacząc, że na nowy projekt potrzebuje odrobinę więcej czasu. Ale nie zostawił nas z niczym – w sieci pojawiło się POLSKIE TANGO, a następnie Michael Essien Birthday Party. Jak się okazało, utwory to single zapowiadające kolejno dwa wydawnictwa: Jarmark Europę.

Jarmark (2020)

Ktoś wywołał mnie, bym pisał teksty polityczne? Nie, dziękuję. Wolę pisać o sobie. – rapował Taco Hemingway 4 lata temu w utworze Wosk. Jarmark pokazuje jednak, że raper ma dość już bycia głosem pokolenia, które nie ma nic do powiedzenia i na nowej płycie jest bardzo bezpośredni. Ogromnym zaskoczeniem było wydane 2 dni przed wyborami prezydenckimi POLSKIE TANGO, które muzycznie przypomina mi o kompozycjach sprzed Szprycera, za to lirycznie pozostawia z otwartą buzią. To najmocniejszy punkt całego wydawnictwa i jedyny wprost poruszający kwestie czysto polityczne. Co nie znaczy, że cała reszta wypada słabo.

Jarmark to płyta, która w 9 utworach połączonych trzema łańcuchami zamyka istotne, jeśli nie najistotniejsze, problemy współczesnego polskiego społeczeństwa. O ile często przykładałam dużą wagę w nagraniach Taco do warstwy muzycznej, tak na jego najnowszym albumie nie jestem w stanie postawić jej na równi z tekstową. Nawet jeśli brzmieniowo nie wszystkie produkcje mnie zachwycają, uważam, że to właśnie słowa są tutaj najważniejsze i nadrabiają wszelkie braki. Funkcję prologu pełni Łańcuch I: Kiosk, natomiast zakończenia Łańcuch III: Korpo. W połowie płyty przerywnikiem jest Łańcuch II: Korek. Wszystkie te części są swego rodzaju narracją płyty, a każdą z nich uzupełnia swoim śpiewem Artur Rojek. Wokal artysty zdecydowanie dodaje im charakterystycznego klimatu. Warto też docenić udział Tomasza Knapika w tych nagraniach.

Zasadnicza część wydawnictwa to jednak te 9 pozostałych piosenek. Pozytywne wrażenie zrobiło na mnie Panie, to Wyście! dobrze wskazujące na problem podziału w społeczeństwie, jednocześnie cechujące się wpadającym w ucho, melancholijnym refrenem, którego śpiewane wersy przerywane są agresywnymi wstawkami, przypominającymi po prostu wycinki z rozmowy. Do moich lirycznych faworytów zaliczam także Dwuzłotówki Dancing, prawiący o pewnych sprzecznościach działalności Kościoła z faktyczną wiarą, oraz W.N.P. – nagranie o wpływie pornografii na postrzeganie kobiet. Oklaski należą się także za 1990s Utopia, będące genialnym dialogiem na temat małżeństwa – drugą stronę związku odegrała tu Kacha Kowalczyk. Utwór swoim lekkim podkładem nawiązuje muzycznie do lat 90. Moim absolutnym faworytem jest jednak Szczękościsk oparty na niebanalnym basowym bicie – to jedna z moich ulubionych pozycji w całej dyskografii Taco.

Poza tym mamy tu także POL Smoke dotyczące uzależnienia od narkotyków oraz wkręcającą Influenzę krytykującą celebrytów-influencerów. W tym drugim nagraniu Hemingwayowi towarzyszy Gruby Mieltzky. Choć trudno na tej płycie wskazać typowo złą pozycję, najmniej ze wszystkich przypadło mi do gustu przepełnione autotunem Nie Mam Czasu.

Czytałam wiele opinii na temat Jarmarku – tuż po premierze internet wrzał od kolejnych komentarzy. Zauważyłam, że to co najczęściej było autorowi zarzucane to fakt, iż na płycie Taco Hemingway nie przedstawia nic odkrywczego – pisano, że to po prostu właściwie oczywiste obserwacje życia w Polsce; że raper nie daje też żadnych złotych rad, jak rozwiązać problemy, o których wspomina; że na tym wydawnictwie jest wszystko, co już wiemy; że jest overrated. Nie powiem, że zupełnie nie zgadzam się z tymi opiniami – może i nie są to żadne nowości, a sam artysta Ameryki nie odkrywa. Ale bardzo cieszę się, że ta płyta powstała. Cieszy mnie, że wszystkie te kwestie zostały zebrane tutaj, a nie rozsypane po wielu albumach, gdzie mogłyby pozostać niezauważone. Zważywszy na popularność Taco Hemingwaya, wydaje mi się, iż ta pozycja może być bardzo wpływowa dla wielu młodych osób. Na to liczę. []

Sprawdź: Polskie Tango, Szczękościsk, 1990s Utopia


Europa (2020)

Jeszcze w pełni nie rozgościliśmy się na Jarmarku, a Taco Hemingway tydzień później zaoferował wycieczkę po Europie. Wydawanie płyt w krótkich odstępach czasu czy muzyczne niespodzianki to u rapera żadna nowość – już przy Cafe Belga dostaliśmy dodatek w postaci epki Flagey, a w przypadku projektu TACONAFIDE, obok Somy 0,5 mg pojawiło się 0,25 mg. Jednak dopiero teraz na jeden dzień zaplanowano premierę dwóch długogrających albumów, co dało nam 25 nowych numerów. Pytanie jednak, czy rzeczywiście Europa może mieć na tyle dużą siłę przebicia, by móc stawiać ją choćby na równi z jej bliźniakiem.

Najnowsza pozycja Taco Hemingwaya jest tak drastycznie inna od tego, co usłyszeliśmy na Jarmarku – zarówno muzycznie, jak i tekstowo – że wręcz trudno było mi się przestawić na tą drugą stronę. Czy to jednak rzeczywiście coś zupełnie świeżego w twórczości rapera? Nie powiedziałabym. Lirycznie to trochę powtórka z Cafe Belgi – Europa zdaje się być zbiorem myśli artysty, dotyczących sławy, mediów, pieniędzy, czy ogólnie rzecz biorąc – społeczeństwa. To wszystko zamknięte w 13 kompozycjach opartych na całkiem niezłych bitach. To chyba klucz, dlaczego mimo względnego braku zaskoczenia, Europy słucha się dobrze.

Początkowo sceptycznie nastawiałam się do drugiego w tym roku krążka rapera. Powodem był wydany po Polskim Tango „urodzinowy” singiel Michael Essien Birthday Party. Z czasem jednak przeprosiłam się z tą piosenką i uznałam ją za wkręcający, bujający, niezobowiązujący numer. Liczyłam na to, że Europa wynagrodzi mi pewne muzyczne braki z Jarmarku. W pewnym sensie się to udało – moim faworytem szybko stało się Grand Prix, którego produkcja stoi, moim zdaniem, na międzynarodowym poziomie. Pozytywnym zaskoczeniem okazały się też pozycje, w których usłyszeć możemy gości – dobrze wypada surowe nagranie tytułowe z Bedoesem u boku, a jeszcze lepiej melancholijne WWA Nie Berlin, gdzie swoją zwrotkę nawinął Szpaku. Mogę też wracać do basowego duetu z Oki – Pieniądz i Terror, w którym agresywna nawijka Taco kontrastuje z jego wysokim śpiewem w refrenie. Co ciekawe, pierwszy raz możemy usłyszeć także Borucciego nie tylko w roli producenta, ale i rapera – mowa o Na Paryskie Getto Pada Deszcz, które muzycznie bardziej przekonuje mnie zwrotkami niż refrenem, jednak intryguje przede wszystkim warstwą liryczną.

Całkiem przyjemnie słucha się sympatycznego, lekkiego Ortalionu i kontrastującego z nim, otwierającego wydawnictwo, basowego  Luxembourgu osadzonego na ciekawym bicie. Do jednych z najlepszych nagrań zaliczam mroczne Nie Ufam Sobie Sam z zaskakującą końcówką oraz Sztylet, który pokazuje jak bardzo Taco Hemingway polepszył swoje raperskie umiejętności na przestrzeni lat. Mamy też Pireneje, które klimatem przypominają mi o utworach ze Szprycera. Pomimo licznych prób nie potrafię się przekonać do Big Pharma, za to z przyjemnością słucham rozbudowanego, długiego Toskania Outro, które cenię zarówno za nienachalny podkład, jak i skłaniający do refleksji tekst: Mi się udało, no bo miałem farta. Na koncie kafel, a tłoczenie kosztowało dwa ka. Dziś wielki raper, bo mu tata dał drugiego kafla. A ile matek nie ma nawet co włożyć do garnka? Ilu muzyków dziś jeździ taryfą? Ile malarek dziś siedzi w call center? Ile talentów w ten sposób zabito? Przed wami dzisiaj się kłaniam w podzięce.

Przyznam, że chyba z żadnym krążkiem Taco Hemingwaya nie miałam takiego problemu jak z Europą. I niekoniecznie dlatego, że słucha się tego ciężko, nie dlatego że te kompozycje są zbyt banalne. Być może to też kwestia tego, że ta płyta mimo wszystko dość blado wypada przy barwnym, różnorodnym Jarmarku, na którym każde nagranie zdaje się być z innej bajki – na płaszczyźnie muzycznej, jak i tekstowej. Europa jest dosyć monotonna w obu tych aspektach. Wprawdzie nie chcę umniejszać artyście, bo i tutaj zawarł parę cennych refleksji, a ponadto połączył te piosenki „dziennikami” wprowadzającymi nas do kolejnych numerów. Cieszą też produkcje na wysokim poziomie i sam rap, który robi większe wrażenie niż wcześniej, co generalnie przekłada się na po prostu wyższą jakość tych nagrań. Jestem pewna, że do Europy wrócę, będę jej słuchać i czerpać z tego przyjemność, ale nie nazwę jej najlepszym wydawnictwem w dorobku Taco Hemingwaya. []

Sprawdź: Grand Prix, Sztylet, Toskania Outro

Dodaj komentarz