RECENZJA #188: Zara Larsson – Poster Girl (2021)

Pamiętam, jak głośno zrobiło się o Zarze Larsson w 2015 roku, kiedy to wydała hit Lush Life, a chwilę później w utrzymaniu pozycji na listach przebojów pomogło jej również Ain’t My Fault. I chociaż oba single promowały nie debiut, lecz drugi album wokalistki, to właśnie one były dla niej przepustką do międzynarodowej kariery. Wydawnictwo zatytułowane So Good już 4 lata temu wydawało mi się bardzo przeciętne, choć wtedy jeszcze uważałam, że na siłę można je jakoś strawić. Kiedy jednak ostatnio włączyłam nagranie tytułowe, wybrzmiał z głośników zupełny kicz – te piosenki po prostu się zestarzały, a to przecież czas potrafi wystawić najlepszą ocenę utworom. Nie paliłam się więc na wieść o nowym krążku Zary – Poster Girl – kojarząc ją jako marionetkę trendów rynku muzycznego.

Ruin My Life nie zapowiadało rewolucji w karierze Szwedki. To dość nijaka elektroniczna ballada – słuchanie jej nie boli, ale nie porywa też na tyle, bym chciała do niej wracać, tym bardziej, że w wokalu Zary nie słychać ani trochę emocji, które mogłyby to nagranie uratować. Minimalnie lepiej zaprezentowało się bardziej wyraziste, basowe Love Me Land, choć bardzo typowy refren odpowiada za zmarnowanie potencjału tego utworu. Ale w dniu, w którym Poster Girl ujrzała światło dzienne, usłyszałam rzeczy, które sprawiły, że naprawdę zaczęłam pokładać w tym wydawnictwie ogromne nadzieje.

Rzadko słucham piosenek wyrywkowo. Raczej wolę włączyć od razu całą płytę, by móc z niej wybrać to, co najbardziej mnie porywa. Tym razem było inaczej i z polecenia odsłuchałam kilka nagrań z krążka – pierwotnie nawet nie planowałam poświęcać Zarze Larsson więcej swojego czasu. I kiedy odtworzyłam Need Someone – niesamowitą popową, nawiązującą do (bardzo często teraz powracających) lat 80. piosenkę, właściwie zaniemówiłam. Kompozycja bardzo zgrabnie łączy ze sobą minioną dekadę z współczesnymi możliwościami, ale w przeciwieństwie do innych tego typu utworów, zachowuje wyjątkową lekkość, pomimo wyraźnych, przyjemnych linii basowych. W ejtisowym klimacie pozostaje też taneczne, porywające nagranie tytułowe. I te dwie pozycje właściwie wystarczyły, bym miała wielką nadzieję na okrzyknięcie Poster Girl największym pozytywnym zaskoczeniem 2021.

Jak jest z resztą? Zdecydowanie zarazić potrafi skoczne FFF, którego wiodąca melodia pierwotnie bardzo mnie irytowała, ale ostatecznie utkwiła w głowie. Na dobrą sprawę można pokusić się o stwierdzenie, że to właśnie ona „robi” tę piosenkę. Dobrze słucha się też Look What You’ve Done, utrzymanego w klimacie post-disco. Przyjemnie odbieram Right Here, które z lat 80. zgrabnie przechodzi przez 90., by ostatecznie dotrzeć do początku XXI wieku. Duże nadzieje pokładałam w Talk About Love gdy usłyszałam pierwsze sekundy tej kompozycji – liczyłam na dobre, głębokie nagranie R&B. Okazało się jednak, że piosenka nagrana u boku Young Thuga niewiele ma z tym gatunkiem wspólnego, a efekt jest dość kiczowaty i przywodzi na myśl dokonania z poprzedniej płyty Larsson (podobnie zresztą jak okrutnie nudne I Need Love). Niezmiernie podoba mi się surowy refren WOW, ale zwrotki i bridge sprawiają, że trudno mi przetrawić tę pozycję w całości. Za zupełne niewypały uznaję oparte na gitarze akustycznej Stick With You, które nie odznacza się ani energią, ani wyrazistością, a także zamykające krążek What Happens Here – chyba mające być patetyczną balladą, z której niewiele dobrego wyszło.

Przyznaję, że z nowym albumem Zary Larsson mam niezmierny problem i towarzyszy mi wręcz autentyczny smutek, że krążek ten nie okazał się być tym, co bardzo chciałam usłyszeć. Miałam małą nadzieję, że być może ta wokalistka przeszła przemianę niczym Dua Lipa przy genialnym Future Nostalgia. Tymczasem zastałam płytę kompletnie niezdecydowaną – z jednej strony mamy tu nudnawe piosenki przypominające o So Good sprzed 4 lat, parę pozycji brzmiących na mocno przeciętną radiówkę i kilka utworów z dużym potencjałem, nawiązujących do lat 80. Całość brzmi jakby Zara Larsson chciała po prostu wydać płytę, z której jakkolwiek uda się coś wcisnąć do komercyjnych rozgłośni. I o ile jej wyżej wspomniana koleżanka po fachu zrobiła to w zeszłym roku fenomenalnie, wypadając przy tym autentycznie, o tyle autorka Poster Girl wydaje się nadal nie mieć pomysłu na siebie i śpiewać to, co jej podsuną pod nos. Z pewnością chętnie będę odtwarzać parę nagrań z tego wydawnictwa, bo ostatecznie jest ono zdecydowanie przyjemniejsze niż poprzednik, choć jako całość wypada mocno przeciętnie. Przy trzecim albumie trudno też mieć jeszcze nadzieję, że Zara Larsson odnajdzie w końcu swoją muzyczną osobowość. []

Sprawdź: Need Someone, Poster Girl, Look What You’ve Done


Notice: compact(): Undefined variable: limits in /home/laguna80/public_html/wp-includes/class-wp-comment-query.php on line 853

Notice: compact(): Undefined variable: groupby in /home/laguna80/public_html/wp-includes/class-wp-comment-query.php on line 853

Dodaj komentarz